sobota, 11 sierpnia 2012

Więzień Labiryntu- James Dashner



Tytuł: Więzień Labiryntu
Tytuł oryginału: The Maze Runner
Autor: James Dashner
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Ilość stron: 421

RECENZJA:

Wyobraź sobie, że budzisz się w dużym pudle o kształcie prostopadłościanu. Po chwili odkrywasz coś przerażającego- to nie pudło, a winda, która porusza się w zabójczym tempie. Pamiętasz tylko swoje imię i nieistotne fakty o funkcjonowaniu świata. Za nic nie możesz sobie jednak przypomnieć swojej rodziny, przyjaciół, nawet nauczycieli... Twoje wspomnienia są dla ciebie całkowicie niedostępne, jakby osnute mgłą, przez którą nie sposób się przedostać. Czujesz jakby na twój umysł założono blokadę. Po chwili pudło się otwiera. Spoglądasz w twarze kilkudziesięciu, a może kilkuset chłopców. Wkraczasz w nowy niebezpieczny świat, którego reguły są ci obce. W takiej mniej więcej sytuacji znajduje się Thomas. Zostaje rzucony w obcą mu i pełną niebezpieczeństw rzeczywistość. Trafia do Strefy otoczonej Labiryntem skrywającym stworzenia mogące zadać bardzo bolesną śmierć. Wtedy już wie, że jest tylko jedno rozwiązanie: znaleźć wyjście.

„Jednak nadal nie wiedział, skąd pochodzi ani w jaki sposób znalazł się w spowitej ciemnością windzie, czy też kim byli jego rodzice. Nie pamiętał nawet swojego nazwiska. Obrazy ludzi przemykały mu przez głowę, jednak nie potrafił ich rozpoznać, twarze zastępowała udręczona plama kolorów.”*

Thomas ma około szesnastu lat. Swoją wiedzę opiera jednak jedynie na opinii Chucka, który staje się kimś w rodzaju przyjaciela głównego bohatera. Chłopak próbuje się zaklimatyzować, na ile to oczywiście możliwe, w nowym miejscu. Nie pomaga mu w tym jednak przemożna chęć zostania Zwiadowcą. Po pewnym czasie udowadnia on, że jest kimś więcej niż tylko „świeżuchem”. Możemy go wtedy poznać od nowej strony, jako postać, która jest gotowa na największe poświęcenia by pomóc społeczeństwu ze Strefy.

„-Chuck, jak myślisz... Ile mam lat?
Chłopak przyjrzał mu się dokładnie.
-Jakieś szesnaście, i gdybyś był ciekawy, to masz około metra osiemdziesięciu. Szatyn. No i jesteś szpetny jak psie jądra- powiedział, po czym parsknął śmiechem.”**

Następnego dnia po przybyciu Thomasa Pudło przywozi Teresę. Tajemnicza dziewczyna zapada w stan przypominający śpiączkę. Przez „sen” wypowiada słowa, które wzbudzają niepokój w mieszkańcach niezwykłego miejsca. Twierdzi, bowiem, że zapoczątkowała Koniec. Dodatkowo na kartce trzymanej w zaciśniętej dłoni widnieje napis zwiastujący zmiany. Mimo, że przez sporą część powieści dziewczyna stanowi tylko tło, to po przebudzeniu aspiruje nawet na jedną z głównych postaci. Pomysł ten uważam za ciekawy, jednakowoż chwilami denerwowało mnie tak długie przeciąganie momentu wkroczenia jej do akcji. Sam główny bohater przez jakiś czas zachowywał się jakby cała ta sytuacja była nadzwyczaj normalna, że aż nie warta uwagi.

Bohaterem, o którym nie mogę nie wspomnieć jest Chuck. Młody, ale odważny chłopak, który niejednokrotnie wywoływał uśmiech na mojej twarzy. Ośmielę się stwierdzić, że poczułam do niego większą sympatię niż do Thomasa. Ujmujące było to, że taki dzieciak potrafi wykazać się inteligencją oraz poświęceniem.

Postacie stworzone przez Jamesa Dashnera są bardzo różnorodne. Niestety muszę stwierdzić, że bohaterowie drugoplanowi są o wiele lepiej skonstruowani niż Thomas i Teresa. Najbardziej w pamięć zapadł mi oczywiście Chuck, który jest bardzo złożoną osobą. W jednym momencie potrafi żartować, w innym natomiast rozmawiać na poważne tematy. Jego charakter jest tak skonstruowany, że mogę powiedzieć: „kurczę, też chcę takiego przyjaciela”. Teresa natomiast to bohaterka, która wydała mi się niezwykle płaska. Początkowo, dzięki niesamowitym wydarzeniom, bardzo mnie intrygowała. Wkrótce okazało się, że niepotrzebnie. Z Thomasem jest już lepiej, chociaż wiele brakuje do ideału. Na uwagę zasługują także inne postacie drugoplanowe, których kreacje wywierają wrażenie. Przykładem takiego bohatera może być Gally. Wzbudza on w czytelniku wiele emocji, w tym niechęć, a być może nawet nienawiść, ale o to właśnie chodzi. Jeśli postacie są nam obojętne to niezbyt dobrze świadczy o pisarzu.

Autor w powieści stworzył swój własny, charakterystyczny styl. Ogromna ilość neologizmów, to coś, na co natkniemy się w „Więźniu Labiryntu”. Przeciwników kolokwializmów może to zniechęcić. Początkowo czytelnikowi trudno jest połapać się w znaczeniach niektórych słów. Nawet później większość z nich możemy wytłumaczyć sobie tylko po swojemu, bo nie mam niczego podanego na tacy. Część z neologizmów wydaje się banalnie prosta do odgadnięcia, bo przypomina nasze rodzime wulgaryzmy. Mimo, iż pomysł z tworzeniem nowych słów niezbyt mi się podobał uznałabym to za plus powieści. Między innymi dzięki temu wyróżnia się ona spośród innych dzieł dostępnych na rynku. Jedyne, do czego mogę mieć zastrzeżenia to nadużywanie, w moim mniemaniu, słowa oznaczającego stolec.

„Coś się w nim zmieniło. Głęboko w jego piersi zrodziło się ziarno wściekłości. Żądza zemsty. Nienawiść. Coś mrocznego i przerażającego. A następnie eksplodowało, przedzierając się przez płuca, szyję, ramiona i nogi. Przez jego umysł”***

Pomysł zawarty w książce jest jedyny w swoim rodzaju. Krwiożercze bestie z Labiryntu to postacie, których nie spotka się niegdzie indziej. Mroczna atmosfera trwająca od początku do końca niesamowicie działa na czytelnika. Można niemal odnieść wrażenie, że i my zostaliśmy uwięzieni w Strefie. Razem z bohaterami staramy się znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie. Autorowi udało się bardzo dużo wycisnąć z konceptu, niestety nie wszystko jest tak idealne. Objaśnienie całej sytuacji niekiedy kuleje.

Należy także zwrócić uwagę na zakończenie. Myślę, że jest ono mocną częścią powieści. Zdecydowanie zachęca czytelnika do sięgnięcia po kolejną część. Nie jest banalne, można powiedzieć nawet, że zaskakuje.

Okładka bardzo mi się podoba. Nie jest typową śliczną grafiką. Ma taki brudno- mroczny klimat, adekwatny do treści. Wszystkie elementy ze sobą współgrają, nie widzę nic rażącego poza irytującą reklamą przyrównującą „Więźnia Labiryntu” do „Igrzysk Śmierci”.

„Więzień Labiryntu” to pozycja wyróżniającą się na tle innych dzieł. Nie jest ona oczywiście pozbawiona wad. Czyta się jednak szybko i bez większych zgrzytów. Nie zostaje mi nic innego jak zachęcić do czytania, bo naprawdę warto.

*str. 8
**str. 22
***str. 402

Ocena: 8/10
---------------------------------------------------
Jak widać zrezygnowałam z umieszczania opisów, ponieważ uznałam, że nie ma to większego sensu. Jeśli ktoś będzie pragnął zapoznać się z opisem wydawnictwa/ dystrybutora to pomoże mu w tym wujek Google ;)

Doceniam wszystkich, którzy dotrwali do końca moich wypocin. Kłaniam się w pas i pozdrawiam ;) 

11 komentarze:

zaczarowana pisze...

Lubię książki z ciekawym zakończeniem;)
Jestem ciekawa tej lektury. W przyszłości pewnie po nią sięgnę;)
Pozdrawiam!

Madame K. pisze...

Bardzo ciekawa recenzja. Książka opisem przypomina mi "W otchłani", ale tylko trochę. Kupić, raczej nie kupię, gdyż jak na razie brak funduszu, ale jak znajdzie się w bibliotece czy u koleżanki na półce, chętnie wypożyczę. Pozdrawiam;)

Marta_Kornelia pisze...

Książka wydaje się być ciekawa ze świetnym pomysłem, ale coś mi się kojarzy z jakimś filmem... Koleżanka coś mi streszczała i była podobna fabuła, może ekranizacja? a może zbieg okoliczności.. Pozdrawiam ;)

Agata pisze...

Trzeba się zastanowić :D Jestem i na tak, i na nie :) Zobaczymy

Tala pisze...

Muszę powiedzieć, że po Twojej recenzji mam raczej mieszane uczucia względem tej książki. Dlatego rozważania o tym, czy powinnam ją czytać czy nie, zostawię sobie na późniejszą przyszłość. Może po ukazaniu się drugiego tomu, o ile oczywiście okaże się lepszy niż "Więzień..."

Pozdrawiam

shiiiiine ♥ pisze...

świetny blog :* obserwuje i zapraszam do mnie bedzie mi bardzo miło :*

Czytelniczka pisze...

Hm, jakoś nie jestem przekonana do tej książki, a już zwłaszcza dlatego, że występują tam jakieś krwiożercze bestie. Może kiedyś zmienię zdanie...

Varia pisze...

czytałam ją dość dawno temu, ale nadal mile wspominam. ciekawe czy będą kolejne tomy.

Lorien pisze...

bardzo, bardzo chcę ją przeczytać, ale nie zapowiada się, żebym znalazła ją w niedługim czasie w bibliotece. ba! nawet w mojej pobliskiej księgarni jej nie widzę. także czytam Twoją recenzję i liczę, że kiedyś będę miała okazję przeczytać tę historię.
btw. bohaterowie o imieniu Chuck nie mogą być nudni:)
Obserwujemy?
written-by-bird.blogspot.com

Chasm pisze...

@Madame K.
Niestety nie mogę stwierdzić czy książki są podobne, ponieważ "W otchłani" jeszcze przede mną :)
@Marta_Kornelia
Raczej zbieg okoliczności. Prawa do ekranizacji "Więźnia..." zostały już wykupione, ale dalej do niej niż...bliżej ;)
@Lorien
Tak, Chuck to imię, które zdecydowanie zwiastuje sukces postaci ;)

Natalia nataliA pisze...

Naprawdę świetne recenzje :) Będę tu często zaglądać ;)
Ja dopiero zaczynam, ale i tak serdecznie zapraszam !

books-imagination.blogspot.com

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy nawet najdrobniejszy komentarz :)